Teksty

Początki leśnej przygody – czego(ś) potrzebujemy?

20 marca 2016

Czego potrzebujemy do rozpoczęcia leśnej przygody?

W dzisiejeszych czasach można zaobserwować ciekawe zjawisko. Jeśli rodzi się w kimś jakaś nowa pasja lub postanawia, że będzie uprawiał sport, uczył się grać na instrumecie itp., to cała ta przygoda ropoczyna się w specjalistycznym sklepie od wyboru odpowiedniego sprzętu. Nie mnie to oceniać, ale uważam, że takie podejście jest kompletnie postawione na głowie. Najważniejszy jest ten impuls, który spowoduje, że ruszysz tyłek sprzed komputera i przejdziesz się np. po pobliskim parku krajobrazowym, poznasz swoją okolicę.

Typowy start

“Hej, Panowie, jaki nóż polecacie do bushcraftu, taki żebym sobie nim posmarował bułkę smalcem, a i zbatonował drewno na ognisko? Mój budżet to 200zł.” – klasyczny wpis na forum internetowym. Otóż prawda jest taka, że na początek wystarczy Ci jakiekolwiek ostrze. Swojej leśnej przygody nie będziesz zaczynał prawdopodobnie od strugania kuksy czy tworzenia precyzyjnych pułapek, ale Twoim najpoważniejszym zajęciem będzie przygotowanie kiełbasy i naostrzenie patyka. I nie ma w tym nic złego, wszystko przyjdzie z czasem! A poza tym, kiełba z ogniska to ponadczasowy hit. Ta zasada tyczy się rzecz jasna nie tylko noży. Po co inwestować w plecak Karrimora, trekkingowe Meindle i całą resztę szpeju, skoro w ogóle nie wiesz, czy to dla Ciebie? Może szyszki wbijające się w dupsko podcza siedzenia przy ognisku to dla Ciebie po prostu za dużo.

Jak zacząć?

Jeśli któregoś dnia, podczas scrollowania facebooka lub oglądania telewizji, pomyślisz sobie: “Hmm, ciekawe, czy dałbym radę spędzić noc w lesie?” to już połowa sukcesu. Najlepszym scenariuszem jest oczywiście dołączenie się na wypad do kogoś, kto ma o tym pojęcie i pokaże, jak się do sprawy zabrać. Jeśli taka możliwość nie istnieje, to wystarczy po prostu spróbować! Najlepiej oczywiście w towarzystwie. Po pierwsze, ponieważ tak jest zwyczajnie bezpieczniej, a po drugie, jak będziesz miał z kim dzielić pasje, to będziecie się nawzajem podkręcać do działania. Najlepiej zacząć np. od krótkiego spaceru z latarką, potem dłuższe marsze, a jak będziecie już oswojeni z tym wszystkim, co związane z lasem nocą, to można pomyśleć o nocowaniu. Pierwszą “nockę” w dziczy (tym bardziej z podstawowym sprzętem i brakiem doświadczenia) najlepiej odbyć w miejscu umożliwiającym zmianę planów i szybki desant do ciepłego domu, jeśli na przykład pogoda Was zaskoczy.

Jeśli już naprawdę chcesz zacząć od zakupów, to polecam zainwestować w wiedzę. Kup sobie książkę, która przybliży Ci podstawowe techniki wykorzystywane w terenie czy zaznajomi z zasadami racjonalnego korzystania z dobrodziejstw przyrody. Na pewno na tym skorzystasz. Twoja ciekawość zostanie jeszcze bardziej pobudzona, a tricki poznane podczas lektury pomogą Ci w pełni wykorzystać czas spędzony na łonie natury.

A co z nami?

Część czytających to osób pomyśli sobie pewnie: “Pieprzony hipokryta! Sami łażą obładowani szpejem i starają się wmówić, że tak naprawdę sprzęt się nie liczy itp.”. Otóż w tym tekście skupiamy się na początkach leśnej przygody, a my swój start mamy już dawno za sobą. Pierwsze wypady Tomasza na nocki w zimie wyglądały tak, że brał śpiwór, jaki znalazł w domu, karimatę, plandekę budowlaną, stary scyzoryk i jazda. Ten podstawowy ekwipunek wystarczył mu na pierwszych kilka wypadów do czasu, aż kompletnie połknął outdoorowego bakcyla. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Podobnie jest ze szpejem. Ja natomiast na pierwszą zbiórkę harcerską przyszedłem w dresie z butelką z rozcieńczonym sokiem w łapie. Później dostałem w spadku od starszego brata ogromny chiński nóż z dumną nazwą “Combat Knife” na ostrzu (do dzisiaj go mam). Pierwsze poważne spodnie, którymi były kompletnie dorżnięte M-65, dostałem od kolegi za dużą czekoladę Milka. Teraz nasza sytuacja ma się zupełnie inaczej. Jesteśmy już kompletnymi zboczeńcami na punkcie sprzętu. To jest rodzaj dewiacji. Nie witamy się słowami “Cześć stary” tylko “Co masz nowego?”. Jest to spowodowane tym, że przez nasze ręce przeszło już wiele rzeczy, które się sprawdzały, inne niekoniecznie i jesteśmy ciekawi, czym producenci nas jeszcze zaskoczą. Poza tym jesteśmy facetami, więc gadżeciarstwo jest po prostu wpisane w naszą naturę. Piszę o tym również ku przestrodze. Nie miejcie do nas pretensji, jak się wkręcicie i pod koniec miesiąca będziecie musieli jeść suchy chleb…za to krojony nożem z wyjebolitu!

Tak więc, jeśli rozważasz zainteresowanie się tematem bushcraftu, survivalu czy czegokolwiek związanego z hasaniem po lesie, to nie zaczynaj od odwalenia się w ciuchy w PenCottcie czy kupna noża z S30V. Najpierw zobacz, z czym to się je. Musisz poczuć, że to jest właśnie to, co chcesz robić w wolnych chwilach. Ubrudź żywicą swoje niedzielne ciuchy, styraj nóż kuchenny żony, a dopiero później pomyśl o zakupach. Naprawdę nie jest istotne, z jakim sprzętem będziesz działał. Szczególnie na początku! Co do jednego nie ma wątpliwości – warto zainteresować się taką formą spędzania wolnego czasu. Jest to niesamowicie satysfakcjonujące i stanowi doskonałą odskocznię od codziennego życia.

Piotr

Zobacz także

2 komentarze

  • Reply Michu 20 marca 2016 at 18:08

    A więc jaką książkę na początek polecacie? 🙂

    • Reply zlasowani 21 marca 2016 at 09:34

      Na początek polecilibyśmy dwie pozycje: Ray Mears – “Bushcraft czyli sztuka przetrwania” oraz Les Stroud – “Przetrwać wszystko”. Są to łatwo dostępne, dobrze napisane książki. Pierwsza z nich jest swego rodzaju kompendium podstawowych technik, a w drugiej, oprócz różnych metod surwiwalowych są też fajnie opisane psychologiczne aspekty sztuki przetrwania. Miłej lektury!

    Odpowiedz