Fotorelacje, Teksty

Pełne szkolenie realnych technik przetrwania, czyli Survivaltech w Sławutowie.

23 kwietnia 2016

Kilka dni temu uczestniczyliśmy po raz pierwszy w zorganizowanym szkoleniu survivalowym. Wybór padł na szkolenie firmy Survivaltech odbywające się 16-17 kwietnia w Sławutowie, niedaleko Trójmiasta. Jako że “Pełne szkolenie realnych technik przetrwania” jest nastawione na naukę technik survivalu wraz z jego podstawami, jechaliśmy tam ogromnie ciekawi, czy organizatorom uda się nas czymś zaskoczyć. Przecież my zęby w lesie zjedliśmy! Jak się jednak okazało, ten weekend przyniósł nam bardzo dużo dobrego i stanowił swego rodzaju przełom w naszej działalności.

Dla nas impreza zaczęła się kilkanaście godzin wcześniej. Postanowiliśmy skorzystać z otwartego zaproszenia chłopaków z Survivaltechu i wpaść na integrację przy ognisku dzień wcześniej. Była to doskonała decyzja, towarzystwo naprawdę nieprzypadkowe. Wyjadacze z branży przekazali nam kilka rad, a i miłe słowo dotyczące naszej działalności też się pojawiło. Atmosfera była naprawdę świetna. W pewnym momencie padło jednak hasło, że trzeba się wyspać, więc wszyscy rozeszliśmy się do swoich legowisk. My postanowiliśmy, że tę noc spędzimy w naszych holenderskich norkach, żebyśmy byli wypoczęci następnego dnia i ogarniali wszystko na zajęciach. Tyle odnośnie wieczoru poprzedzającego szkolenie.

 

Dzień 1

 

Sobota, godzina 10.00. Łukasz, jeden z organizatorów, przyprowadza uczestników szkolenia. Jest nas w sumie trzynaścioro. Szybki rzut okiem na całą ekipę i już się domyślamy, że doświadczenie z survivalem będzie wśród nich różne. Zrzucamy sprzęt pod rozwieszoną czaszą spadochronu, stanowiącą według nas pewien symbol szkoleń tej firmy. Paweł, znany jako Super, który miał pełnić rolę naszego mentora przez ten weekend, zaznajomił nas z planem szkolenia i przeszliśmy do bliższego poznania się ze wszystkimi zgromadzonymi. W tym momencie nasze przypuszczenia okazały się trafne i mieliśmy do czynienia z ekipą bardzo ciekawych ludzi z bardzo różnym doświadczeniem. Jak się później okazało, niektórzy na tym szkoleniu mieli pierwszy raz w życiu wziąć krzesiwo do ręki, a inni mieli na swym koncie wieloletnie doświadczenie z szeroko pojętym outdoorem.

 

Pierwsze godziny szkolenia odbywały się pod spadochronem, gdzie Super przekazywał nam wiele informacji dotyczących psychologii przetrwania oraz starał się w nas zaszczepić odpowiednie schematy zachowań w sytuacji kryzysowej. Część teoretyczna nie była jednak nużąca, ponieważ wszystko poparte było przypadkami, które rzeczywiście miały miejsce na świecie. Ponadto braliśmy udział w żywej dyskusji, a wszystko było okraszone anegdotami i siarczystym dowcipem.

 

Kolejnym z tematów szkolenia był sprzęt. Jak przeszliśmy do noży i różnych rodzajów krzesiw to oczy nam się zapaliły. Nasza bajka. Jeśli chodzi natomiast o takie rzeczy jak krzesiwa, to nie da się dobrze wytłumaczyć zasady pracy z nimi bez praktyki. Chłopaki z Survivaltechu doskonale o tym wiedzą, więc po krótkim wstępie wszyscy otrzymali swoje narzędzia do rozpalania ognia i zaczęły się ćwiczenia. Dostaliśmy do wypróbowania różne rodzaje rozpałki, począwszy od sznurka jutowego, a na tamponie kończąc. Jeśli chodzi o technikę rozpalania ognia, to nie zostaliśmy zaskoczeni niczym szczególnym, ponieważ ten element ćwiczymy dosyć intensywnie na naszych wypadach, natomiast na pewno te zajęcia nie były dla nas bezowocne. Takie elementy trzeba po prostu ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Wymieniliśmy się z instruktorami naszymi spostrzeżeniami, mieliśmy okazję użyć różnych rodzajów krzesiw (między innymi nowe amerykańskie krzesiwo bazujące na aluminium) i spędziliśmy trochę czasu na szlifowaniu naszych umiejętności. A tego nigdy za wiele. Po ćwiczeniach przyszedł czas na sprawdzian naszych umiejętności. Wszyscy mieli za zadanie zaopatrzyć się w rozpałkę (oczywiście naturalną), a następnie rozpalić ogień poznanymi wcześniej metodami. Niektórzy dokonali tego szybciej, inni potrzebowali więcej czasu. Finał był jednak taki, że cała grupa pozyskała tę magiczną moc i była w stanie z wykrzesanej iskry i materiału znalezionego w lesie stworzyć ognisko. Na twarzach ludzi, którzy kilka chwil wcześniej poznawali podstawy tej techniki widać było ogromną satysfakcję.

 

Kolejnym punktem zajęć było tworzenie improwizowanego schronienia. Podstawy dobrze znaliśmy, ale kilka tricków na usprawnienie konstrukcji zdecydowanie nam się spodobało. Następnie mieliśmy dobrać się w pary i przeszliśmy do budowy schronienia, w którym mieliśmy spędzić noc z soboty na niedzielę. Wybór padł na proste schronienie dwuspadowe z główną belką opadającą z jednej strony do ziemi. Jako że trzeba było zapewnić dach nad głową trzynastu osobom to instruktorzy polecili nam połączyć wszystkie nasze schronienia. W tym celu każdy narzucił belkę swojego lokum na wejście do schronienia sąsiada, czego efektem było jedna konstrukcja otaczająca centralnie położone ognisko (widoczna na zdjęciach). Na wieczór instruktorzy przygotowali jeszcze kilka niespodzianek, ale nie chcemy wszystkiego zdradzać.

 

Noc przebiegła bardzo spokojnie, bez deszczu. Część osób mówiła, że nad ranem było im rześko, ale nastroje w obozie były jak najbardziej pozytywne. Ogień dzięki wachtom dotrwał do rana, więc gdy nastał świt było się przy czym ogrzać i zagotować wodę na kawę.

 

Dzień 2

 

Drugiego dnia zajęcia zaczynaliśmy o 8.00. Wystartowaliśmy od nauki węzłów. Bardzo przydatny element. Jest to rzecz, o której wiele osób ma jakieś tam pojęcie, ale trzeba je co jakiś czas odświeżać. W trakcie, gdy operowaliśmy sznurkami, na ogniu gotowała się woda. Nie była ona jednak wlana do czajnika, lecz do półlitrowej butelki PET. Nie potrzeba było wiele czasu żeby pojawiły się pierwsze pęcherzyki powietrza. Po chwili woda już się gotowała. Była to kolejna metoda, którą można z powodzeniem wykorzystać w sytuacji zagrożenia życia, zaprezentowana nam przez instruktora.

 

Przed południem zajęliśmy się też zagadnieniami z zakresu sygnalizacji. Mieliśmy okazję przetestować kilka rodzajów heliografów. Omówiliśmy wiele różnych metod aktywnego i biernego wzywania pomocy, po czym przeszliśmy do budowy ogniska sygnalizacyjnego. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, z których każda miała stworzyć własną konstrukcję. Po teoretycznym wstępie i zapoznaniu nas z zasadami budowy tego typu ogniska ruszyliśmy do pracy. W naszej grupie postanowiliśmy podzielić się zadaniami. Część z nas budowała podstawę konstrukcji, część szukała drobnej rozpałki, a inni gromadzili świeży, zielony materiał, który miał być odpowiedzialny za gęste kłęby białego dymu. Realizmu całej sytuacji dodawał deszcz, którego przez weekend nie było wcale dużo, ale o suchy materiał trzeba było się odrobinę bardziej postarać. Ognisko zostało przez nas przetestowane i udało nam się uzyskać pokaźny słup dymu już po 25 sekundach od przyłożenia ognia. Według nas wynik całkiem niezły.

 

Kiedy już ogniska sygnalizacyjne się wypaliły, a teren naszych działań został przywrócony do swojej pierwotnej formy, przeszliśmy do zagadnień związanych z nawigacją, a następnie filtracją wody. Przy tym drugim spędziliśmy sporo czasu. Było to jednak jak najbardziej uzasadnione, gdyż to właśnie dostęp do wody pitnej jest bardzo często głównym czynnikiem decydującym o naszym być albo nie być w sytuacji survivalowej. Tak jak w przypadku poprzednich elementów szkolenia i tutaj pracowaliśmy z konkretnymi, namacalnymi przykładami. Zostaliśmy zapoznani z improwizowanymi metodami oczyszczania wody, jak i z powszechnie dostępnymi rozwiązaniami komercyjnymi. Nie polegało to oczywiście na pokazywaniu zdjęć filtrów z internetu. Paweł wyciągał jakiś model ze swojej torby, zapoznawał nas z zasadami jego działania, a następnie po nabraniu szlamowatej, śmierdzącej wody ze stawu wszyscy mogli na własnej skórze przekonać się, że dany filtr rzeczywiście działa. Wszystkiemu towarzyszyła oczywiście dyskusja i mnóstwo pytań od uczestników, na które instruktor zawsze znał odpowiedź.

 

Koło godziny 15.00 w niedzielę ruszyliśmy z powrotem do obozu. Po drodze czekał nas jeszcze praktyczny sprawdzian poznanych wcześniej umiejętności, a następnie zabraliśmy się za pakowanie i rozbiórkę naszych schronień. Zajęło nam to niewiele czasu i po chwili czekaliśmy już pod czaszą spadochronu na oficjalne zakończenie kursu. Wyczytanie nazwiska, uścisk dłoni Supera i reszty ekipy i w końcu otrzymanie certyfikatu ukończenia szkolenia sygnowanego również przez International Outdoor Federation. Następnie przyszedł czas na pożegnanie się ze wszystkimi, potem wymiana kontaktów i wstępne plany wspólnych wypadów. Wszyscy rozjechali się w swoje strony. Wszyscy oprócz organizatorów. Chłopaki z Częstochowy mieli jeszcze sporo do roboty. Ilość sprzętu przez nich przywieziona była naprawdę imponująca. Dla nas szkolenie dobiegło końca. Zarzuciliśmy sprzęt na plecy i ruszyliśmy w drogę powrotną.

 

Podsumowanie

 

Nasza relacja nie opisuje oczywiście wszystkich elementów szkolenia. Bazowaliśmy jedynie na tych, o których można przeczytać w ofercie Survivaltechu. Zabieg ten był z naszej strony celowy. Część z Was, która była na “Pełnym szkoleniu realnych technik przetrwania” będzie doskonale wiedziała, które elementy pominęliśmy. Ci natomiast, którzy, jak mamy nadzieję, zdecydują się na uczestnictwo w tym szkoleniu, nie będą mieli zepsutej niespodzianki.

 

A co dało to szkolenie dwójce leśnych ludzi ze zlasowani.pl? Bardzo wiele! Świetnym przykładem, o którym wszystkim opowiadamy, jest ognisko sygnalizacyjne. Mimo że doskonale znamy zasady jego konstrukcji i zastosowanie, to na naszych licznych wypadach nigdy nie mieliśmy potrzeby ani okazji tworzenia tego typu ogniska. Okazuje się jednak, że w momencie jego budowy trzeba zwrócić uwagę na wiele, z pozoru błahych, szczegółów, które w sytuacji kryzysowej mogą okazać się kluczowe. To jest tylko przykład. Podobnie sytuacja miała się z wieloma innymi elementami poruszanymi na szkoleniu, takimi jak filtracja wody czy nawigacja. Wiedza na dany temat to jedno, ale doświadczenie i praktyka to drugie.

 

Poza korzyściami związanymi oczywiście z wyniesioną wiedzą są też inne, ale równie ważne. Poznaliśmy ekipę naprawdę fajnych ludzi. Z częścią z nich mamy nadzieję utrzymać stały kontakt, z innymi może przyjdzie nam kiedyś współpracować. Jeśli chodzi o stronę organizacyjną całego przedsięwzięcia to jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. To jest istna choreografia, chłopaki naprawdę wiedzą, co robią. I robią to na najwyższym poziomie.  Szkolenie uważamy za strzał w dziesiątkę, ponieważ spędzony z ekipą survivaltech.pl weekend dał nam bardzo dużo zapału do dalszego działania. Planujemy teraz na naszych wypadach skupiać się na szlifowaniu oraz pogłębianiu naszej wiedzy, ćwicząc przynajmniej jedną technikę podczas każdego wyjścia w teren. Chcemy ograniczyć eskapady typu gadamy przy ognisku, smażymy kiełbę i do spania. Trzeba nad sobą pracować i zmierzać w kierunku perfekcji. Już ostrzymy zęby na szkolenie zaawansowane.

 

Dziękujemy organizatorom i wszystkim uczestnikom szkolenia za świetnie spędzony weekend!

Zobacz także

2 komentarze

  • Reply Wiktor Duch (Michał) 24 kwietnia 2016 at 00:25

    I wzajemnie 🙂

  • Reply nalesniki 25 lipca 2016 at 20:34

    Fajny wpis

  • Odpowiedz