Recenzje

Lauri Carbon 95

12 czerwca 2016

Lauri Carbon 95

Gdyby ktoś zapytał mnie, który element z wyposażenia leśnego człowieka jest moim ulubionym, nie potrzebowałbym wiele czasu, by udzielić odpowiedzi. Jest nim bez wątpienia nóż. Ulubionym, a także uważanym przeze mnie za element najistotniejszy. Dlatego też wybór każdego z moich ostrzy jest poprzedzony miesiącami przemyśleń, porównań i dyskusji. Dwa lata temu takie rozważania poskutkowały zakupem oprawionego przez Andrzeja Nowaka noża, bazującego na ostrzu Lauri Carbon 95.

Specyfikacja

Nazwa ostrza oprócz producenta podaje również rodzaj stali oraz długość krawędzi tnącej. Mamy więc do czynienia z ostrzem ze stali wysokowęglowej, o długości 95 mm. Na taką konfigurację zdecydowałem się, ponieważ ostrze o tych wymiarach jest dla mnie w zupełności wystarczające i takimi nożami pracuje mi się po prostu najwygodniej. Wybór rodzaju stali to temat na osobny artykuł albo i całą książkę, więc nie będę tego teraz rozwijał. Leśni ludzie po prostu bardzo lubią węglówkę! Głownia ze szlifem skandynawskim ma grubość 3,3 mm, co również odpowiada moim preferencjom.

Pierwsze wrażenie

Jak tylko zobaczyłem zdjęcia ostrza Lauri w oprawie Andrzeja Nowaka, to wiedziałem, że to będzie mój nowy nóż. Na rękojeść składały się, oprócz drewna i mosiądzu, takie materiały, jak poroże renifera, róg bawoła wodnego, a także kość wielbłąda. Niecodzienne połączenie, lecz całość wykonana była z ogromnym smakiem i wszystko idealnie do siebie pasowało. Rękojeść była zwieńczona pięknym pinem mozaikowym. Razem ze skórzaną pochwą nóż tworzył po prostu użytkowe dzieło sztuki. To była miłość od pierwszego wejrzeni

Doświadczenia z użytkowania

Pierwsze wyjście w teren z Laurą (tak, nóż dostał swoje imię) utwierdziło mnie w przekonaniu, że to był dobry wybór. Nóż był bardzo lekki. Dosyć szybko zdecydowałem się, że będę go nosił na szyi. Zaplotłem więc lniany sznurek i zacząłem nosić jak necka. Jest to dla niego idealne miejsce, ponieważ podczas prac obozowych mam do niego świetny dostęp, nie muszę podnosić kurtki itp. żeby się do niego dostać jak to się często zdarza w przypadku noży noszonych na pasie. Laura jest przez to zawsze pod ręką. To znaczy pod szyją.
Jeśli chodzi o wygodę użytkowania, to nie ma się do czego przyczepić. Rękojeść ma owalny przekrój, zupełnie brakuje punktów, które drażnią lub uwierają podczas pracy. Nóż pewnie trzyma się dłoni, nawet gdy rękojeść jest mokra. Nóż nie posiada jelca, ale profil rękojeści niweluje ryzyko zsunięcia się dłoni na głownię do minimum. Ostrze nadaje się fantastycznie do wszelkich prac obozowych – od przygotowywania posiłków zaczynając, a kończąc na pracy z drewnem. Szlif skandynawski w połączeniu z niewielką grubością ostrza umożliwia naprawdę precyzyjną pracę. Nóż przez swoje gabaryty ma oczywiście pewne ograniczenia. Fani batonowania i używania noża jako maczety nie będą zachwyceni jego osiągami w tego typu zadaniach, jednak ja mam świadomość, że nie istnieją rzeczy uniwersalne. Grzbiet ostrza ma równe 90 stopni, więc krzesanie iskier przy jego użyciu staje się dziecinnie proste. Jak już wcześniej wspomniałem, głownia wykonana jest ze stali wysokowęglowej. Materiał ten jest bardzo wdzięczny, o ile się o niego dba. Oznacza to, że po weekendzie spędzonym na buszowaniu w deszczu warto oczyścić, osuszyć i zakonserwować nóż. W przeciwnym razie na głowni pojawić się może po prostu rdza. Ja używam do tego odrobiny oleju roślinnego ze względu na to, że bardzo często używam noża do przygotowywania posiłków. Jeśli jednak ktoś lubi bułki ze smarem, to śmiało! Należy również zaznaczyć, że nóż dosyć łatwo się ostrzy. Ja zazwyczaj nie ostrzę całej powierzchni szlifu, lecz tylko podostrzam samą krawędź, więc wychodzi z tego trochę oszukany szlif skandynawski. Głownia trzyma ostrość stosunkowo długo.

Pochwa

Pochwę noża wykonano bardzo starannie i jest najzwyczajniej w świecie ładna. Jak ją otrzymałem, była zaimpregnowana woskiem pszczelim. Brązowa skóra zszyta została grubą, białą nicią dającą ciekawy, kontrastujący efekt. Wewnątrz pochwy znajduje się usztywniająca wstawka wykonana z tworzywa. Zapobiega ona przebiciu skóry przez krawędź tnącą, a także nadaje ogólną formę pochwie. Jedynym mankamentem tej konstrukcji jest swego rodzaju próg w jej wnętrzu, o który dosyć często haczę przy chowaniu noża.

Praca z Laurą nauczyła mnie, że wielki nóż wcale nie jest niezbędny w lesie, a “zapas mocy”, o którym często słyszymy lub czytamy na forach, jest jedynie usprawiedliwieniem posiadania takiego, a nie innego ostrza. Mówi się, że nie liczy się długość różdżki, tylko umiejętności czarodzieja. To powiedzenie zostało raczej wymyślone, aby ulżyć mężczyznom z kompleksami, ale jak najbardziej pasuje również tutaj. Małe ostrze potrafi czynić cuda, jeśli wiemy, jak w pełni wykorzystać jego potencjał. Mimo że posiadam wiele różnych ostrzy, to Laura zawsze pozostanie moją leśną miłością i jestem przekonany, że będzie mi służyć jeszcze przez wiele lat.

 

Piotr

Zobacz także

Brak komentarzy

Odpowiedz