Filmy

Film #12 – Bushcraft pod strzechą

7 lutego 2017

W ostatni piątek po raz kolejny skorzystaliśmy z zaproszenia do Osady Sławutowo. Na miejscu spotkaliśmy się z ekipą Kodiak Survival Training oraz chłopakami z Bushcraft & Survival, Wiedza i Przetrwanie. Spotkanie rozpoczęliśmy przy ognisku gdzie na wstępie zostaliśmy uraczeni niesamowitą zapiekanką z kociołka, w wykonaniu Tomasza z ekipy Kodiaka. Wieczór oraz noc postanowiliśmy spędzić w jednej z chat na terenie osady. Klimat niesamowity. Wybór padł na chatę garncarza. W środku znajdował się gliniany piec, stół z ławami oraz wiele przyborów potrzebnych do wytwarzania naczyń z gliny. Każdy element chaty oraz jej wyposażenia zostały wykonane z ogromną dbałością o nawet najmniejszy szczegół. Tak jak to zazwyczaj bywa na tego typu spotkaniach, rozmowy kręciły się wokół sprzętu, minionych wypadów oraz tego, co dzieje się “w branży”. Chcąc jednak wykorzystać w pełni lokalizację, w której przyszło nam spędzać ten zimowy wieczór postanowiliśmy, że poćwiczymy mniej popularne techniki rozpalania ognia – łuk ogniowy, oraz wiertarkę ogniową (lub pompkę ogniową). Jako hubki, która miała zamienić nam zarzewie w płomień postanowiliśmy użyć strzępków worka jutowego znalezionego w chacie. Kilka prób z wiertarką ogniową nie przyniosło niestety pozytywnych efektów. Po kilku wyczerpujących próbach otrzymywaliśmy jedynie kupkę drewnianego pyłu. Nie był on jednak zwęglony, więc obstawiamy, że tarcie było zbyt małe. Na szczęście humor poprawił nam łuk ogniowy, z którym to pracowało się zdecydowanie lepiej. W przypadku łuku mieliśmy dużo większą kontrolę prędkości, a także docisku, dzięki której kontrolowaliśmy siłę tarcia. Po krótkim zapoznaniu się z tym konkretnym zestawem do rozpalania udało się nam rozpalić wcześniej przygotowane “gniazdko” ze sznurka jutowego. Gdy już uznaliśmy, że kończymy dzisiejszy trening poszliśmy spać. Część ekipy spała na sianie pod sufitem chaty, a reszta na ławach w dolnej części. Ci, którzy wybrali miękkie siano musieli niestety borykać się z gryzącym dymem z pieca, który zbierał się pod sufitem chaty. Coś za coś! Na sobotni poranek planowaliśmy dalszą część treningu ogniowego, ale spało się nam zbyt dobrze i tuż po obudzeniu niemal wybiegliśmy z chaty. Zaspaliśmy.

Zobacz także

Brak komentarzy

Odpowiedz