Fotorelacje

Beskid Sądecki – Niemcowa chatka

4 marca 2018

Miniony weekend spędziłem w nieco bardziej zimowych warunkach niż te, które panują na Pomorzu. Przy okazji, że z czwartku na piątek znalazłem się w Krakowie, następne dwa dni postanowiłem spędzić w kompletnie nieznanym mi terenie. Razem z moim kolegą z pracy wsiedliśmy w autobus w Krakowie, który dowiózł nas do Piwnicznej Zdrój gdzie na kilka minut przed 22:00 rozpoczęliśmy mikro wyprawę. Plan na pierwszy dzień był następujący, dotrzeć żółtym szlakiem do chaty Niemcowej i spędzić tam noc.

Warunki na nocny marsz były wręcz idealne. Kilka ładnych stopni poniżej zera, minimalna prędkość wiatru, dość ubity śnieg i dobrze oznaczony szlak pozwoliły nam bez problemu maszerować w górę. Podczas zdobywania kolejnych metrów przewyższenia pozostawialiśmy za sobą miejską łunę światła oraz mieliśmy okazje podziwiać coraz to piękniejsze widoki. Nie zabrakło również śladów zwierząt spośród których najciekawsze były te, podobne do śladów jakie zostawia wilk. Pojawiały się zazwyczaj z jednej strony szlaku by po kilku minutach go opuścić po przeciwnej stronie. Kolejne metry przewyższenia nabijały się na wyświetlaczu zegarka aż nagle w świetle latarek na skraju lasu ukazało się osiem par dość nisko nad ziemią osadzonych oczu. Pierwsza myśl związana była z obecnością saren jednak po kilku sekundach wzajemnego przyglądania zwierzyna ruszyła z impetem w dół polany wzdłuż linii drzew. Ich ruch był zupełnie niepodobny do „kicania” saren jednak nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że były to wilki. Przez chwile nic nie mówiliśmy bo chyba każdy z nas jak się później okazało najadł się strachu. Po tym krótkim spotkaniu ruszyliśmy dalej by chwile przed północą osiągnąć cel naszego marszu – chatka pod Niemcową.

Pierwsza z chatek była zamknięta natomiast druga przywitała nas klimatem znanym nam jedynie ze zdjęć. Po szybkim zerknięciu na wszystkie pomieszczenia zajęliśmy dużą izbę na poddaszu i mogliśmy wreszcie odłożyć plecaki. Następnie rozpaliliśmy świeczkę by później móc w jej świetle rozłożyć ekwipunek i dać śpiworom złapać odrobinę wytchnienia po podróży w workach kompresyjnych. Przez kilka minut każdy z nas zajął się swoimi sprawami by później usiąść do stołu i zjeść coś ciepłego popijając gorąca herbatą. Gazowe kuchenki pyrkały w ujemnej temperaturze a my w świetle świec podziwialiśmy pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy. Po zjedzeniu lyosów i wypiciu gorącej herbaty zmęczeni lecz z bananem na twarzy wpełzliśmy do śpiworów i bez trudu zasnęliśmy. Wczesnym rankiem Rafał wstał i powiedział, że idzie zrobić kilka zdjęć wschodowi słońca wiec wrzuciłem na siebie puchówkę i wyszedłem przed chatę. Widok był niesamowity! Jest to jeden z tych momentów, który z pewnością zapamiętam na wiele lat. Zrobiliśmy kilka zdjęć a później wróciliśmy do chaty.

Około 8 nad ranem zjedliśmy śniadanie w niesamowicie klimatycznej kuchni, wypiliśmy ciepłą herbatę i poszliśmy spakować nasze tobołki. Zanim wyruszyliśmy aby wejść na pobliski szczyt “Wielki Rogacz” trzeba było odwiedzić wychodek i zrzucić nieco zbędnego balastu. Nawet to miejsce odosobnienia miało swój niesamowity klimat wraz z tabliczką “strefa zagrożona wybuchem”. Następnie wrzuciliśmy tobołki na plecy i ruszyliśmy przed siebie. Pogoda trafiła się idealna ponieważ przez całe podejście świeciło bardzo mocno słońce i pomimo kilku stopni na minusie bez problemu maszerowałem w cienkiej bluzie z kominiarką. Droga na szczyt była dobrze wydeptana i jedynie miejscami gdzie zawiewał śnieg trzeba było zrobić dłuższy krok. Tutaj jak i przy bardziej stromych podejściach niesamowicie przydatne okazały się kijki. Po wejściu na szczyt spotkaliśmy maszerującą dziewczynę z Łodzi i chłopaka z Krakowa, którzy mieli już kilka ładnych kilometrów w nogach i ku mojemu zdziwieniu szybko skojarzyli moją brodatą gębę ze zlasowanymi. Pstryknęliśmy wspólne foto i rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach. Było to bardzo miłe spotkanie! Pozdrawiam Was!

Słońce wciąż świeciło bardzo intensywnie do tego stopnia, że rozsiedliśmy się na dobrą godzinę na plecakach. Była to idealna okazja na wypicie herbaty i zjedzenie czegoś ciepłego. Gdy twarz już zaczynała piec od słońca ruszyliśmy w krótkie 6-8 kilometrowe zejście ku naszemu ostatniemu miejscu czyli Chaty Kordowiec. W chacie przywitał nas jej właściciel, pokazał co i jak a następnie poczęstował herbatą. Tutaj już warunki były luksusowe. Prysznic, prąd, 15 stopni na plusie i łóżko. Podczas wspólnej kolacji zapytałem właściciela chaty czy możliwe, że widziałem wilki i to aż osiem sztuk. W odpowiedzi usłyszałem, że kilka dni temu okoliczne nadleśnictwo “złapało” przy pomocy fotopułapki właśnie osiem sztuk wilków. Bardzo ucieszyła mnie ta informacja ponieważ nigdy nie miałem okazji ich spotkać. Następnie zdążyliśmy w spokoju trochę się ogarnąć przed powrotem do cywilizacji, żeby nie uprzykrzać ludziom 12. godzinnej drogi powrotnej do domu nad morze.

Wypad był bardzo udany z kilku powodów. Najważniejszym z nich było oczywiście przebywanie w terenie zupełnie mi nieznanym i z dużym prawdopodobieństwem spotkanie z wilkami. Miałem również okazję spać w drewnianych schroniskach, zmarznąć a następnie się ogrzać, zgłodnieć a później szybko wciągnąć lyosa  zanim dobrze się przygotował, trochę się zmęczyć a potem położyć się w ciepłym śpiworze. To właśnie lubię w outdoorze!

 

Zobacz także

6 komentarzy

  • Reply Grzegorz Piasecki 4 marca 2018 at 19:45

    Niezły wypad przyznaje się

    • Reply zlasowani 8 marca 2018 at 16:51

      Dzięki!

  • Reply Przemek Pierscinski 8 marca 2018 at 09:16

    Super tylko Wam pozazdrościć! Pozdrów Rafała, nie wiedziałem ze razem chodzicie na wyprawy, kupiłem u niego quilty cumulusa na hamak i się swietnie sprawują… swoją droga może byś coś o ekwipunku na taka wycieczkę zimowa dopisał? Dzięki raz jeszcze za inspirującą relację!

    • Reply zlasowani 8 marca 2018 at 16:51

      Zgadza się, pracujemy razem w Cumulusie:). Dobry pomysł na wpis odnośnie ekwipunku! Może nawet w ten weekend uda mi się coś skrobnąć. Dzięki za miłe słowo. Powodzenia!
      / Tomasz

  • Reply Dom 16 kwietnia 2018 at 19:59

    Witam, Panowie jakim sprzetem robicie te fotki? Pozdrawiam

    • Reply zlasowani 17 kwietnia 2018 at 17:05

      Cześć!
      Na tym wypadzie robiłem zdjęcia aparatem Panasonic Gx7 z obiektywem 20mm f1.7 oraz Iphonem SE:)

    Odpowiedz