Fotorelacje

Finlandia – Park Narodowy Kurjenrahka

19 kwietnia 2018

W pierwszy weekend wiosny miałem okazje odwiedzić lasy Finlandii gdzie razem ze znajomymi z pracy maszerowaliśmy przez Park Narodowy Kurjenrahka. Wszystko rozpoczęło się od przejścia przez bramkę odprawy o numerze 22 oraz krótkiego godzinnego lotu w pięknej słonecznej pogodzie ponad ogromną masą chmur. Plan na pierwsze godziny po lądowaniu był dość prosty, kupić kartusz gazowy, którego ze względu na ograniczenia bagażowe nie mogłem zabrać do plecaka oraz dotrzeć do parku Kurjenrahka. Na dwa tygodnie przed wyjazdem prognozy pogodowe informowały o -17 stopniach i na takie warunki byłem przygotowany pod kątem ekwipunku. Na dwa trzy dni przed wyjazdem prognozy pogodowe zmieniły się diametralnie i najniższa temperatura jakiej mogłem się spodziewać to -9 stopni. Nie wpłynęło to jednak na zmianę jakiegokolwiek elementu ekwipunku.

Wszystkie rzeczy spakowałem do 25 litrowego plecaka o dość sporej wadze 1.2 kilograma. Kolejno w plecaku jako element schronienia znajdował się śpiwór o masie 600 gramów puchu, dmuchany materac a do bocznej kieszeni plecaka zmieściłem jednoosobowy lekki namiot. Prowiant na trzy dni składał się z 8 liofilizatów, 6 batonów oraz kilku torebek herbaty. W plecaku zmieściłem również koszulkę, kalesony oraz bokserki i w tym zestawie zamierzałem spać i jednocześnie wracać do domu. Pozostałe elementy ekwipunku to aparat, mała kurtka puchowa, kubek, apteczka, filtr do wody oraz powerbank. W kieszeniach spodni miałem telefon, czapkę, rękawice oraz buffa. Wszystkie te elementy pozwoliły mi zmieścić się w limicie bagażu podręcznego a całość ważyła 8.3 kilograma. Jako, że jechałem z kilkoma znajomymi z pracy mieliśmy nadany jeden bagaż rejestrowany gdzie ze względów bezpieczeństwa znajdował się zestaw do rozpalania ognia, nóż, stelaż do namiotu wraz ze śledziami oraz piła do drewna.

Tuż po wylądowaniu odnalezienie sklepu oferującego kartusz gazowy okazało się bardzo proste i już po kilkunastu minutach miałem go w plecaku. Następnie kupiłem bilet na autobus i po 30 minutach jazdy znalazłem się na szlaku. Po przejściu kilkuset metrów moim oczom ukazała się niezwykle rozbudowana obozowa infrastruktura składająca się z wiaty, grilla, wychodka, śmietnika, podestu widokowego oraz innych użytecznych rzeczy. Najbardziej zaskoczył mnie dostęp do wody ponieważ wyobrażałem go sobie jako wyrąbanie przerębla w jeziorze i zdobycie wody. Byłem jednak w błędzie. Jedna z chatek po zewnętrznej stronie posiadała kranik i magiczny zielony guzik po którego naciśnięciu leciała woda i to dość ciepła bo podgrzewana aby nie zamarzła. Istny luksus.

Było już po godzinie 16 i zabraliśmy się za przygotowanie obiadu i rozpalenie ogniska w ciekawie skonstruowanym palenisku znanej fińskiej marki Muurikka. Po spałaszowaniu solidnej części prowiantu składającego się głównie z liofilizatów okazało się, że zleciało sporo czasu, a w połączeniu z niewielką, ale jednak godzinną różnicą czasową podjęliśmy decyzję o zostaniu na miejscu.  Rozbiliśmy namioty, nadmuchaliśmy materace a następnie ruszyliśmy na spacer po zamarzniętym jeziorze Savojärvi. Przed wejściem na lód próbowaliśmy wyrąbać przerębel jednak lód był tak gruby, że po kilkunastu centymetrach się poddaliśmy. Spacer zajął nam sporo czasu i gdy wróciliśmy była już pora na wieczorną biesiadę przy ognisku.

Po kilku godzinach ucztowania, jak by nie było w środku nocy, nagle ku naszemu zdziwieniu podjechały dwa rowery typu fatbike a na nich dwóch młodych chłopaków około 15-16 lat. Po przywitaniu i zamienieniu kilku zdań przysiedli się do ogniska aby się trochę ogrzać. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ich zainteresowaniem a do tego okazało się, że nocują w hamakach. Super sprawa! Nie musiałem długo czekać aż nagle odwiedziła nas kolejna osoba o zupełnie innym hobby. Był to Fin, którego przyciągnęła tutaj pełnia księżyca a mianowicie interesował się astronomią. Przyniósł ze sobą teleskop na wielkim statywie i rozłożył się na zamarzniętym jeziorze. 2 punkty dla Finów!

Tuż przed udaniem się do namiotów okazało się, że jednej osobie z naszej grupy przedziurawiła się mata. Przy kilku stopniach mrozu nie oznaczało to nic komfortowego. Pożyczyłem więc swój materac i zostałem na noc w wiacie, gdzie improwizowaną matą były moje stuptuty, rękawice, worek wodoodporny oraz przedziurawiony materac. Wszystko to położyłem na drewnianej ławie. W nocy dwa razy dołożyłem do ogniska a temperatura na zegarku, który znajdował się na ławce obok wskazywała -1 stopień Celsjusza (poza wiatą było około -7). Noc na improwizowanej macie przebiegła dość dobrze a rano byłem jedynie trochę niewyspany.

Gdy obudziliśmy się rano, zjedliśmy śniadanie i powoli zabraliśmy za pakowanie szpeju a przy 12 osobowej grupie wszystkie czynności trwały nieporównywanie dłużej niż na klasycznych 2-4 osobowych wypadach. Koniec końców udało nam się wyruszyć i za cel obrać jezioro Särkijärvi. Droga przebiegała bez żadnych komplikacji a trasa była aż zbyt dobrze oznaczona ponieważ co kilka metrów znajdowało się oznaczenie szlaku. Był to koniec marca i opady śniegu w tygodniu poprzedzającym nasz przyjazd były znikome więc szlak był perfekcyjnie ubity. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, krótki odpoczynek oraz była okazja do nabrania wody z pompy i skorzystania z wychodka.

Po dotarciu do jeziora Särkijärvi naszym oczom ukazało się równie dobrze przygotowane miejsce lecz nieco mniej rozbudowane niż poprzednie. Nie ma jednak żadnego powodu do narzekań ponieważ było przygotowane drewno, siekiera oraz konstrukcja podobna do grilla. Przyzwyczajeni do luksusu poprzedniego miejsca jakim był dostęp do bieżącej wody tym razem musieliśmy wyrąbać przerębel w jeziorze. Lód był gruby na 35 centymetrów więc dostanie się do uwięzionej pod nim wody zajęło trochę czasu. Jedną z lekcji wyniesionej z tego zadania a właściwie z korzystania z przerębla był fakt, że brudnego kubka nie powinniśmy zanurzać w wodzie ponieważ wtedy w przeręblu pływają kawałki kaszki ze śniadania. Następne osoby mają wiec wodę z kaszką.

Podobnie jak i poprzedniego dnia czas upływał bardzo szybko. Nie licząc marszu ledwo co zdążyłem rozpalić ogień, rozstawić namiot i zagotować wodę na herbatę a już było ciemno. Tego wieczoru podobnie jak poprzedniego siedzieliśmy przy ognisku do późnych godzin lecz tym razem bez żadnych nocnych gości.

Mój namiot rozbiłem tuż nad zamarzniętą taflą jeziora dzięki czemu rano mogłem się cieszyć wspaniałym widokiem oraz dużą ilością światła wpadającą do namiotu. Już od wczesnych godzin porannych leżąc jeszcze w śpiworze, zrobiłem sobie herbatę na kuchence gazowej i najzwyczajniej cieszyłem się chwilą spędzoną na łonie natury patrząc na skutą lodem taflę jeziora. Gdy kończyłem śniadanie zabrałem się za rozpalanie ognia a następnie poszedłem zagotować dwa litry wody z jeziora na nadchodzącą drogę powrotną. Gdy wszyscy już na dobre wstali a część z nas była w trakcie śniadania podjechał większy samochód z przyczepką a na niej nieregularny pakunek przykryty plandeką. Z samochodu wysiadł rosły chłop, pokiwał nam ręką i zaczął rozpakowywać przyczepkę. Okazało się, że opiekuje się miejscami takimi jak to, w którym spędziliśmy minione dwie noce i przyjechał uzupełnić drewno do składu nieopodal grilla. Rozmawiałem z nim dłuższą chwilę i najbardziej zaskoczyło mnie to, że w jego opinii Finowie nie korzystają ze szlaków zbyt często ponieważ na szklakach oznaczenia występują zbyt rzadko a dodatkowo ogólnie mają problemy z nawigacją. Jest to zupełne zaprzeczenie tego co widziałem oraz tego co sądziłem o tym społeczeństwie. Z mojej strony natomiast usłyszał dobre słowo na temat utrzymania szlaków, oznaczeń na drzewach, zapasów drewna, narzędzi oraz generalnie infrastruktury obozowej. Tutaj mamy sporo do nadrobienia. Po zrobienia wspólnego zdjęcia(link) zabraliśmy się pakowania sprzętu i ruszenia w drogę powrotną. Miło było poznać kolejnego Fina!

Trasa powrotna do miejsca gdzie nocowaliśmy pierwszego dnia prowadziła nas przez malownicze lasy, bagna a nawet skute lodem jeziora parku Kurjenrahka. Był to bardzo słoneczny dzień a temperatura mocno podskoczyła na termometrze. Na odkrytych połaciach terenu jak bagna czy zamarznięte jeziora momentami zalewał mnie pot. Ponownie wygodne okazała się kurtka Buffalo z opcją rozpinania zamków bocznych w celu zbicia odczuwalnej temperatury. Do przejścia mieliśmy około 15 km jednak ze względu na późne opuszczenie miejsca noclegu pod sam koniec przyszło nam lekko walczyć z czasem czego efektem było jedzenie liofilizatów na przystanku autobusowym. Wysiadając z autobusu w Turku, mieliśmy jeszcze trochę czasu do kolejnego autobusu na lotnisko więc udaliśmy się do McDonalds’a na pysznego Big Mac’a i zimną cole! Następnie ruszyliśmy na lotnisko skąd ze względu na różnicę czasową wylądowaliśmy w Gdańsku  po 20 minutach liczonych na wyświetlaczu zegarka.

Z ekwipunku który mi się nie przydał była składana piła do drewna, która ze względu na świetnie przygotowaną infrastrukturę obozową przeleżała w plecaku jednak jej waga jest niewielka (170g). Awaryjnie zabrałem też filtr do wody ponieważ nie sądziłem, że plan zdobycia kartusza gazowego tak łatwo się powiedzie a chciałem mieć jakiś plan B. Namiot mogłem zastąpić lekkim tarpem i spać na ziemi jednak była by to różnica nie większa jak 900 gramów ponieważ namiot, który zabrałem waży 1300 gramów a zyskałem spory komfort. Jeżeli chodzi o żywność to z ośmiu zostało mi sześć liofilizatów ponieważ byłem bez przerwy częstowany rarytasami wyciąganymi z plecaków pozostałych członków wypadu. Mój plecak początkowo z prowiantem ważył 8.3 kg więc uważam to za w pełni akceptowalny wynik pozwalający cieszyć się marszem. Pozostałe elementy spisały się bardzo dobrze i gdy będę pakował plecak na wyjazd o podobnym scenariuszu spakuje się identycznie.

Na tym wypadzie miałem okazję po raz pierwszy odwiedzić Finlandię i choć odrobinę poznać ten zakątek. Trasa którą zrobiliśmy była niewątpliwie mało wymagająca jednak taka miała być ponieważ były z nami osoby o przeróżnym doświadczeniu turystycznym. Jeżeli masz wolny weekend, z poprzedniego wypadu zostały Ci niezjedzone liosy a na maila dostałeś ofertę tanich lotów do Finlandii to bez wątpienia jest to miejsce warte odwiedzenia.

 

 

Zobacz także

Brak komentarzy

Odpowiedz