Recenzje

Zaawansowane szkolenie technik przetrwania – Survivaltech

23 kwietnia 2019

Na początku lutego byłem uczestnikiem zaawansowanego szkolenia technik przetrwania u chłopaków z Survivaltech’u. Szkolenie podstawowe odbyłem dwa lata temu i byłem pod sporym wrażeniem umiejętności przekazywania wiedzy przez Pawła, organizacji zaplecza przez Łukasza a ja sam miałem możliwość sprawdzić czy znam podstawy na tyle dokładnie, żeby przebrnąć przez nie bez problemu. Uczestnictwo w szkoleniu podstawowym było dla mnie ogromną przyjemnością jednak w szczególności najważniejszym dla mnie był fakt, że otwierało ono drogę do poziomu zaawansowanego.

Szkolenie zaawansowane jest realizowane dwa razy w roku, jesienią oraz zimą. Mnie najbardziej interesowało uczestnictwo w zimowych warunkach z prostej przyczyny. Nie chciałem, żeby było zbyt łatwo. Jeżeli kiedyś “coś” się wydarzy to zapewne w tych najgorszych warunkach. Wychodziłem też z założenia, że podczas zimy mogę liczyć na deszcz, śnieg, mróz lub kombinację wszystkich tych czynników atmosferycznych. Nie pomyliłem się.

Według założeń poziom zaawansowany trwa trzy dni jednak dla mnie zaczęło się już znacznie szybciej. Z uwagi na fakt, że o samym szkoleniu w sieci nie ma prawie żadnych informacji, a te najbardziej szczegółowe znajdują się na stronie Survivaltech’u przeczytałem je z pewnością ponad dziesięć razy, a dostępne zdjęcia przejrzałem drugie tyle. Pisząc o tym, że szkolenie zaczęło się dla mnie znacznie szybciej, mam na myśli naprawdę sporo czasu poświęconego na rozmyślaniu “co i jak”. Po zapisaniu się na szkolenie dowiedziałem się się jaki jest scenariusz działania. Jest to informacja szczątkowa, jednak budowała pewne wyobrażenie co mnie czeka. W odprawie mailowej dowiedziałem się również o tym, jakie elementy wyposażenia są obowiązkowe, co możemy ze sobą zabrać oraz jakie są sprzętowe ograniczenia.

Na szkolenie mogłem zabrać ze sobą dziesięć przedmiotów, które moim zdaniem miały być przydatne podczas realizacji scenariusza, maszerowania, noclegu w terenie oraz wykonywaniu zadań wynikających z procedury P.L.A.N. Bazując więc na tych informacjach oraz moich domysłach co mnie czeka przygotowałem listę wyposażenia, którą modyfikowałem wraz ze zbliżającym się terminem szkolenia. Modyfikacje wynikały głównie ze zmian prognoz pogody oraz dochodzenia do pewnych wniosków, jak na przykład pełnienie podwójnej funkcji elementów ekwipunku pozwalających eliminować inny przedmiot. Nie będę tutaj podawał przykładów mojego zestawu żeby nie psuć zabawy związanej z jego kompletowaniem potencjalnym chętnym na szkolenie. Podpowiem jedynie tyle, że zestaw każdego uczestnika był inny i różnił się nawet o pięć elementów od osoby, która wcześniej prezentowała swoje “top 10”. Niektórzy mieli fantazję! Pozdrawiam Pana Makarona!

Nadszedł więc czas sprawdzenia czy jestem przygotowany na każdą ewentualność oraz ile tak naprawdę wiem o survivalu. Późnym piątkowym wieczorem grupa czterech nieznanych sobie wcześniej osób stawiła się w ośrodku szkoleniowym w Biskupicach koło Częstochowy. Po przybyciu na miejsce pierwszym odczuciem był chłód oraz wiejący przenikliwy wiatr. Temperatura, którą wskazywał termometr w samochodzie wynosiła – 4 stopnie, które jak się później okazało były jedynie wstępem do całej zabawy.

Wybiła godzina 21:00 i oficjalnie rozpoczęło się szkolenie. Pierwszym jego elementem było określenie zasad bezpieczeństwa oraz przedstawienie procedur według których musimy postępować w razie realnego zagrożenia życia. Po kilku minutach wstępu przeszliśmy do sedna sprawy. Każdy z nas zaprezentował przedmioty, które zabrał ze sobą wraz z omówieniem poszczególnych jego elementów. Gdy każdy z nas to zrobił, niezwłocznie nastąpił pierwszy zwrot akcji. Jak się później okazało tych momentów było jeszcze wiele.

Pierwszych kilka dobrych godzin szkolenia było bardzo dynamicznych, plan zmieniał w głównej mierze na podstawie naszych decyzji i zależał od naszego poziomu wiedzy, spostrzegawczości a w szczególności od zgrania całego zespołu. Po wykonaniu pierwszych poważniejszych zadań i osiągnięciu zamierzonego celu noc była już zaawansowana i zdecydowanie bliżej było do wschodu słońca niż do jego zachodu. Jak się później okazało tej nocy termometry wskazywały – 11 stopni. Wpływ zmęczenia, chłodu i mocno ograniczonego wyposażenia spowodował, że ukończenie nawet najprostszych czynności przynosiło dużą satysfakcję.

Kolejny dzień szkolenia był poświęcony metodom pozyskiwania wszelkiego rodzaju hubek oraz technikom wzniecania ognia na przeróżne sposoby. W praktyce szukaliśmy źródeł wody zdatnej do spożycia, pożywienia a co najważniejsze zdecydowanie większa część kursu była nastawiona na praktykę. Tutaj spore słowa uznania należą się Piotrowi z oddziału Survivaltech Kielce za bardzo pozytywne nastawienie oraz umiejętność przekazywania wiedzy i zaciekawienia nawet dobrze znanymi mi tematami.

Gdy drugi dzień dobiegał końca myśleliśmy, że już będzie z górki. Nasza czujność została lekko uśpiona. Zwieńczeniem drugiego dnia szkolenia była realizacja kolejnych zaskakujących zadań, które powoli układały scenariusz w całość. Narastające zmęczenie oraz jedno z ostatnich i chyba najdłuższych zadań dały każdemu uczestnikowi się we znaki. Całe szczęście, że byliśmy mocno zgrani i zgodni co do podejmowanych decyzji. Ostatnia noc i niedzielny poranek były pewnego rodzaju sprawdzeniem umiejętności zarówno tych fizycznych jak i psychologicznych i jednocześnie zakończeniem realizowanego przez nas scenariusza.

I to jest niestety tyle co mogę Wam powiedzieć na temat przebiegu tego szkolenia. Zdaje sobie sprawę, że opisując przebieg szkolenia operowałem mocno ogólnikami. Każdy z nas obiecał, że nie zdradzi tego co robiliśmy podczas tych trzech pełnych wrażeń dni. Jadąc na to szkolenie miałem duże oczekiwania i zostały one w pełni zaspokojone. Wynikało to z tego, że realizowałem zadania, których wcześniej nie miałem okazji wykonywać z przeróżnych przyczyn. Powiedzmy sobie szczerze, ilu z nas chodzi na azymut kilka dobrych kilometrów? Kto trenuje poszczególne techniki survivalowe przy znacznie ograniczonych zasobach? W terenie zazwyczaj chodzę po szlakach, przy wykorzystaniu mapy bądź po dobrze znanych mi terenach. Ogień rozpalam krzesiwem syntetycznym a krzesiwa kowalskiego używam kilka razy w roku nie wspominając o bardziej prymitywnych technikach. Szkolenie to było w szczególności możliwością sprawdzenia hartu ducha, pomysłowości w przypadku gdy okoliczności są niesprzyjające, siły woli gdy spałem przez dwa dni pięć razy po piętnaście minut oraz tego czego nauczyłem się podczas mojej przygody z outdoorem.

Pozdrawiam moich trzech kompanów niedoli! Dobrze się z Wami współpracowało a pomysł Pana Makarona na przedostatnie zadanie uratował nam ramiona. Z niecierpliwością czekam na kolejny poziom szkolenia, nad którym pozwolę sobie zdradzić, że chłopaki już pracują. Mam nadzieję, że wymyślą równie dobre szkolenie jak te poprzednie.

Tomasz

Jeżeli masz pytania napisz do nas maila korzystając z poniższego formularza:

Zobacz także

Brak komentarzy

Odpowiedz